Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Czas małych Kościołów

Rafał Ćwikowski
Nie napiszę nic odkrywczego jeśli przypomnę, że chrześcijaństwo, szczególnie w Europie jest obecnie w znaczącym kryzysie. Kościoły instytucjonalne bywają bardziej firmami, niż ośrodkami formacji duchowej. Mamy takie odmiany działalności kościelnej, jak: firma budowlana – nowe budynki kościelne, parafialne; biuro turystyczne – wycieczki, pielgrzymki, zloty; firma windykacyjna – zbiórki pieniędzy na szczytne i mniej szczytne cele; klub miłośników automobilizmu – coraz nowsze, lepsze i droższe samochody duchownych; klub globtroterów – drogie międzynarodowe i międzykontynentalne imprezy z kosztownym przejazdem na sympozja, konferencje, synody, np. w celu omówienia światowego problemu ubóstwa.

Można mnożyć przykłady, ale już z powyższej wyliczanki wynika, że brak w tym zestawie Kościoła jako wspólnoty wierzących lub poszukujących, oczekujących wsparcia i odpowiedzi na trudne pytania, wspierających, oddanych, ofiarnych.

Pewnie, że przesadzam, że przerysowuję karykaturalnie wizję Kościoła jako potężnej instytucji. Ale w dużej mierze tak właśnie jest, że człowiek ze swoją naturalną potrzebą życia duchowego z trudem realizuje ten wrodzony przymus sięgania ku nieskończoności w mocno sformalizowanych strukturach instytucjonalnego Kościoła. Takie doświadczenia, jak wiara we własne, samodzielne myślenie, umiejętność oceny i wyciągania wniosków, wiedza nabyta, światowa wymiana myśli, jednym słowem demokracja w sercu i głowie sprawia, że trudno w sposób bezkrytyczny, bierny, akceptować to, czego wymaga instytucja Kościoła, choćby silnego i dużego liczbą swoich członków i pieniędzy.

Człowiek cenny dla każdej wspólnoty to taki, któremu chce się zadawać pytania, wątpić, zmieniać, poprawiać. Pozornie niewygodny, staje się kołem napędowym wspólnoty zmuszając decydentów do samookreślenia swojej roli. Czym więcej takich ludzi, tym lepiej. Gorzej, jeśli kadra tej wspólnoty nie dorośnie do możliwości przekucia zwątpienia poszukujących w pęd ku pozytywnym korektom. Dużym Kościołom zawsze było trudniej uniknąć biernej, triumfującej postawy wobec wiernych, nie wymagającej specjalnego zabiegania o potrzeby swoich członków. Wielka machina toczy się sama siłą tradycji i przyzwyczajenia. Małe wspólnoty, bardziej zintegrowane, w poczuciu konieczności ciągłego podkreślania swojej obecności, siłą rzeczy są bardziej aktywne w wychodzeniu ku potrzebom  wiernych: aktualnych i potencjalnych.

Duże Kościoły w imię ratowania swojego autorytetu i stanu posiadania wikłają się w kooperacje z władzami państwowymi. Ramieniem władzy świeckiej, poprzez ustanawianie prawa powszechnie obowiązującego, próbują powstrzymać odwrót z dawniej niewzruszenie opanowanych pozycji. Efekt musi być odwrotny od zamierzonego. Batalie o in vitro, środki antykoncepcyjne, aborcję, eutanazję, związki partnerskie, rozwody muszą być w takiej taktyce przegrane. Tam, gdzie zasady moralne i religijne są nakazem prawa, a nie propozycją i zaleceniem, wolny człowiek będzie stawiał opór.

Jest czas małych wspólnot, żywych, aktywnych, szanujących wątpliwości swoich członków. Jest czas oferowania, a nie nakazywania. Jest czas pozyskiwania, pokory, cierpliwości, a nie połajanek i szyderstw. Jest czas dostrzegania jednostki, a nie przemawiania do tłumu. Jest czas małych wspólnot. Oby tylko pasterze tych wspólnot nie zamieniali się w urzędników powszechnych, pankrajowych, kościelnych molochów.

Rafał Ćwikowski (Słowo Parafialne 78/VI/2011)

Inne artykuły Rafała Ćwikowskiego

Komentarze

1 komentarz do “Czas małych Kościołów”
  1. Jacek pisze:

    Autor nie mija się z prawdą! Wielu ludzi, dla których wiara jest czynnością duchową, którzy poszukują w niej odpowiedzi na codzienne istotne pytania, myśli podobnie. Kościoły-instytucje, pod płaszczykiem podporządkowania doktrynie „uśmiercają” wrażliwość ludzką, otwarcie na dyskusje i poglądy, które mają uczynić człowieka lepszym… a nie poddanym, bezwolnym, bezmyślnym! Pomyślność materialna nie czyni człowieka doskonalszym od innych. A to razi szczególnie, gdy z jednej strony słyszymy namowy do posłusznego życia w ubóstwie, a z drugiej strony – za posługi duchowe – musimy słono płacić, uzyskując „towar” bardzo pośledniej jakości.