Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Droga do Emaus

Jest trzeci dzień po ukrzyżowaniu. Do umysłów niektórych uczniów nie dotarła wieść o zmartwychwstaniu. Są załamani. Ich Mistrz odszedł, nie wyzwolił Izraela, zostali sami ze swym smutkiem. Życie straciło dla nich sens. Wrócili do swych codziennych zajęć. Dwóch z nich idzie drogą na zachód od Jerozolimy, drogą do Emaus. Jak wielu pielgrzymów, którzy tego dnia po święcie wracali ze świątyni do domu.

Zachodzące słońce oślepia ich oczy. Rozmawiają o smutnych wypadkach minionych dni. I wtedy dołącza do nich Jezus. Ale Go nie poznają. Ich oczy zasłonięte są mgłą małej wiary i smutku. A przypadkowy przechodzień pyta: Co ich tak trapi? Kleofas odpowiada pytaniem: „ Czyś ty jedyny pątnik w Jerozolimie, który nie wie, co się w niej stało?” I pokrótce mówi o sądzie i o ukrzyżowaniu Jezusa, kończąc smutnym podsumowaniem: A myśmy się spodziewali, że On odkupi Izraela, lecz po tym wszystkim, już dziś trzeci dzień, jak się to stało. Dalej mówi o odkryciu pustego grobu przez niewiasty i niektórych braci.

Wtedy Jezus, idąc z nimi, wykłada im począwszy od Mojżesza przez proroków wszystko, co o Nim było napisane, i o Jego cierpieniach, przez które musiał przejść, wejść do swojej chwały. Ale oczy ich były dalej zamknięte i nie poznali Go. Gdy zbliżyli się do Emaus był wieczór i zaprosili Go na wieczerzę. A gdy zasiadł z nimi przy stole, wziąwszy chleb, pobłogosławił i rozłamawszy, podawał im. Wtedy otworzyły się ich oczy i poznali Go. Lecz On znikł sprzed ich oczu (Łk 24,30-31).

Ten fragment Ewangelii Łukasza mówi nam wiele nie tylko o życiu uczniów Jezusa, o ich rozterkach duchowych, zwątpieniu, przerażającym smutku, że Jego już pośród nich nie ma. Mówi tez o zwątpieniach i związanych z tym rozterkach dzisiejszych chrześcijan, których wielu straciło nawet Jezusa z oczu, jak Piotr idący do Niego po wodzie. A stracenie z oczu Jezusa, to wpadnięcie w przepaść, to utopienie się nie tylko w zwątpieniu, w braku ufności, ale zejście z drogi zbawienia na drogę grzechu.

Uczniowie w drodze do Emaus szli w zachód słońca, ku zapadającej ciemności nocy i to odzwierciedlało stan ich duszy, ich zasmucenie i rozczarowanie. Wątpią jeszcze w zmartwychwstanie, nie poznali jeszcze tej prawdy, nie dostali jeszcze tej mocy, które posiądą dopiero w dzień zesłania Ducha Świętego, tej prawdy, która mówi, że chrześcijanin ma stale iść naprzód, ku brzaskowi nowego dnia, ku Zmartwychwstałemu Zbawicielowi.

Jakże często dzisiaj zapominamy tej prawdy? Jakże często, przytłoczeni brzemionami codzienności zapominamy, że Jezus zmartwychwstał, że obiecał być zawsze z nami, że jest przy nas i do Niego możemy zawsze się zwrócić ze swymi troskami.

Właśnie ta scena idących do Emaus uczniów uczy nas, że Jezus wydarzeniom naszych dni codziennych może przywrócić właściwy sens. Że nasze wielokrotnie w życiu powtarzane biadania: „ A myśmy się spodziewali…”, gdy spojrzymy na Jezusa, gdy przeczytamy Jego Słowo, są śmiesznymi narzekaniami. Gdyż Jezus przywraca nam sens życia, Jego Słowo odsłania  przed nami właściwą drogę życia. Z ciemności zapadającej nocy bolączek dnia codziennego, udręk, depresji czy rozpaczy prowadzi nas do poranku, opromienionego Jego błogosławieństwem i łaską.

Zbyt często, mimo wiary, zatapiamy się w czarnowidztwo, w rozważanie o najgorszych wariantach wydarzeń, które nas czekają; zamiast widzieć jasne strony życia, jasny obraz piękna tego świata, który Bóg otwiera przed nami każdego dnia.

Bóg obdarzył nas wolną wolą, możemy wybierać, jak ci uczniowie w drodze do Emaus. Jezus nie narzuca nam swojego towarzystwa. Gdy doszli na miejsce, chciał iść samotnie dalej. Ale oni zaprosili Go na wieczerzę. My mamy także wolną wolę. Możemy pozwolić MU przejść obok nas i pójść dalej, albo zaprosić  Go do naszego serca. On po to przyszedł na ten świat, dlatego cierpiał za nas, by nie został odrzucony. On chce być z nami i tylko od nas zależy, czy Go zaprosimy.

On do nas każdego dnia przemawia: Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną (Obj 3,20).

Uczniowie zaprosili Go i gdy błogosławił i łamał chleb poznali kim jest.  Z Chrystusem powinniśmy się spotykać nie tylko przy stole komunijnym, ale każdego dnia, przy każdym posiłku. On stawia dary na nasz stół każdego dnia i dlatego powinniśmy Go zapraszać i dziękować za każdy posiłek. Jakże ten zwyczaj zanika, a On powinien być gościem każdego chrześcijańskiego domu co dnia. On przecież zapowiedział, że będzie z nami, aż do skończenia świata.

Więc dlaczego się wahamy; dlaczego nie zapraszamy GO do naszych domów, dlaczego nie dziękujemy Mu każdego dnia za dary chleba i miłości, którymi nas stale obdarza? Nasze dni przepełnione są pracą, a często niestety gniewem i złym słowem. Dlaczego nie są przepełnione Jezusem, Jego Słowem, Jego miłością? Czyż życie nie było by wtedy lepsze i znośniejsze, pełniejsze radości i pokoju?

Zaprośmy Jezusa do swych domów, do wieczerzy razem z nami. Naszym przywilejem jest być razem z Nim. Nieśmy wokoło radość przebywania w Jego gronie, gronie dzieci Bożych. Nieśmy wieść o Zbawicielu wszystkim, by radość z Jego poznania  była powszechna, by każdy dom stał się Jego domem, a serca ludzkie przepełniała wdzięczność i uwielbienie dla Tego, który dla naszego zbawienia poświęcił Swe życie.

Henryk Dominik

Brak możliwości dodawania komentarzy.