Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Jezus i rodzina

Mk 3,31-35, ks. Marcin Orawski

 

Wtedy przyszli matka i bracia jego, a stojąc przed domem, posłali po niego i kazali go zawołać. A wokół niego siedział lud. I powiedzieli mu: Oto matka twoja i bracia twoi, i siostry twoje są przed domem i poszukują cię. I odpowiadając, rzekł im: Któż jest matką moją i braćmi? I powiódł oczyma po tych, którzy wokół niego siedzieli, i rzekł: Oto matka moja i bracia moi. Ktokolwiek czyni wolę Bożą, ten jest moim bratem i siostrą, i matką.

„Maria zawsze dziewica”. To pogląd bardzo mocno osadzony w tradycji i nauce części Kościołów chrześcijańskich. Choć z perspektywy protestanckiego rozumienia historii zbawienia nie jest to kluczowa nauka, to dochodzi czasem do emocjonujących dyskusji na ten temat.

Ogólnie mówiąc, większość tradycji kościelnych – w tym nasza – zakłada, że Maria urodziła Jezusa, nie obcując wcześniej z mężczyzną – jak to ujmują Ewangelie. Co do późniejszych losów Matki Jezusa zdania bywają podzielone. Niektóre tradycje, w tym rzymskokatolicka, stoją na stanowisku, że Maria całe życie była dziewicą, czyli – zwłaszcza ze średniowiecznego punktu widzenia – pozostała osobą czystą, nieskazitelną, poświeconą wyłącznie Bogu.

Niektórzy jednak zwracają uwagę, że po urodzeniu Jezusa Maria w związku z Józefem urodziła jeszcze dzieci. I argumentów wcale nie szukają w niesprawdzonych dokumentach czy teoriach spiskowych. Zwolennicy tej teorii powołują się wprost na fragment, który czytaliśmy przed chwilą, ze szczególnym naciskiem na słowa: I powiedzieli (Jezusowi): Oto matka twoja i bracia twoi, i siostry twoje są przed domem i poszukują cię. Choć jak wspomniałem dla nas ewangelików nie jest to nazbyt emocjonująca kwestia, to warto kilka słów mu poświęcić.

Marcin Luter nie ingerował specjalnie w naukę o Matce Boskiej, więc w naszej teologii – co może być zaskakujące –zachował się tytuł „semper virgo” (zawsze dziewica). Nie jest to jednak sprawa jednoznaczna. Niektórzy znawcy języka greckiego wskazują, że użyte w czytanym dziś tekście słowo „bracia” mogło oznaczać dalszą rodzinę, np. kuzynów, siostrzeńców i innych bliskich krewnych. Inni zwracają uwagę, że Ewangelista Marek użył tu greckiego zwrotu „choi par autou”, co dosłownie znaczy „ci od Niego”, czyli „ci od Jezusa”, a to wskazuje na najwyższy stopień bliskości pomiędzy Jezusem a braćmi, próbującymi Go przywołać. Krótko mówiąc „ci od Niego” to bardzo wąski krąg zżytych z Jezusem osób, do których należeli m.in. rodzeni bracia czy siostry.

W każdym razie wśród teologów i biblistów, nadal istnieją rozbieżności i nie ma ostatecznie rozstrzygającej odpowiedzi czy Jezus miał rodzonych braci czy nie, a co za tym idzie czy Maria była zawsze dziewicą, czy też po urodzeniu Jezusa rodziła jeszcze inne dzieci. Jak wspomniałem, dla ewangelików jest to problem z kategorii ciekawostek i nie ma wpływu na wiarę. Z naszego punktu widzenia ważniejszy wydaje się inny fakt, rzadziej dostrzegany w tym fragmencie Ewangelii Marka.

Bardzo ciekawe jest to, że ziemska rodzina Jezusa zostaje przedstawiona w dość negatywnym świetle. I nie chodzi tu tylko o słowa Jezusa wypowiedziane na granicy grzeczności: – Któż jest matką moją i braćmi? Frapującym jest powód, dla którego rodzina Jezusa przyszła do niego.

W skrócie sytuacja wyglądała tak: Jezus powołał dwunastu uczniów, ale wokół niego wciąż kłębił się tłum ciekawskich. Zainteresowanie było spotęgowane faktem, że Jezus był postrzegany jako rozmawiający z demonami i mający nad nimi władzę. Emocji dorzucili też Uczeni w Piśmie, twierdząc, że Jezus wygania demony mocą szatana. Tłum był podekscytowany.

Jak mogła to postrzegać rodzina? Była przerażona. Ewangelista Marek nie ukrywa, że najbliżsi widząc Jezusa wzbudzającego sensację, próbowali to jakoś przerwać. Być może podejrzewali, że syn, brat, kuzyn postradał zmysły albo – jak twierdzili uczeni – sam jest opętany przed szatana.

Wizyta najbliższych nie była więc podyktowana chęcią przysłuchiwaniu się nauczaniu. Maria wraz z braćmi przyszli, aby Jezusa odciągnąć od tłumu. Prawdopodobnie się zażenowani jego ekscentryczną aktywnością religijną. Zapewne stąd wzięła się bardzo emocjonalna odpowiedź Jezusa, gdy usłyszał, że krewni przyszli po niego. Zobaczył, że nie tylko nie ma w rodzinie wsparcia, ale nawet własna matka jest skłonna uważać go za obłąkanego. Powiedział więc ostro: Któż jest matką moją i braćmi? I aby nie było wątpliwości Powiódł oczyma po tych, którzy wokół niego siedzieli, i rzekł: – Oto matka moja i bracia moi. Ktokolwiek czyni wolę Bożą, ten jest moim bratem i siostrą, i matką.

Myślę, że jest to bardzo gorzka scena zarówno dla Jezusa, którego najbliżsi nie rozumieli i traktowali jak nawiedzonego, jak i dla matki, która została publicznie upokorzona przez swego syna. Bliscy z pewnością poczuli się skrzywdzeni. Z drugiej strony sytuacja nieco podważa mit, jakoby Maria za każdym razem wspierała syna, stając się współodkupicielką ludzi. Najstarsza Ewangelia pokazuje Marię, jako osobę, która nie zawsze rozumiała misję swego syna. A nawet była skłonna posądzać go o pomieszanie zmysłów.

Ewangelista Marek w tym krótkim epizodzie dał odczuć jak Jezusa widzieli najbliżsi. I nie był to – wbrew temu co potem zaczęła tworzyć tradycja – zawsze obraz dobry. Okazuje się, że nawet rodzina, przynajmniej na początku, nie rozumiała misji Jezusa.

Właśnie tam, w Kaffarnaum, relacje pomiędzy Jezusem i jego najbliższymi zostały w bardzo poważny sposób nadszarpnięte. I to do tego stopnia, że Jezus powie później z goryczą: – Nigdzie prorok nie jest pozbawiony czci, chyba tylko w ojczyźnie swojej i pośród krewnych swoich, i w domu swoim. (Mk 6,4). Te gorzkie słowa Jezus już w innej sytuacji, w swoim rodzinnym Nazarecie. Stało się to w czasie jego pierwszych i, jak się okazało, ostatnich odwiedzin w rodzinnej miejscowości, gdzie spotkał się z wyjątkowo chłodnym przyjęciem. Ludzie szemrali: – Czy to nie jest ów cieśla, syn Maryi i brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? A jego siostry, czyż nie ma ich tutaj u nas? I gorszyli się Nim.

Jezus z rozczarowaniem stwierdził: – Nigdzie prorok nie jest pozbawiony czci, chyba tylko w domu swoim.

Rzecz przykra, ale dość typowa dla biblijnych historii. Jezus nie mógł liczyć na pomoc czy choćby moralne wsparcie najbliższych. Odszedł stamtąd jako „pozbawiony czci” prorok…

Z drugiej strony, myślę że to dobrze, że ewangelista Marek, nie starał się pudrować i mitologizować najbliższej rodziny Jezusa. Nie ukrył, że były w tej rodzinie nieporozumienia, ludzkie słabości, a nawet konflikty.

Ten obraz powinien budzić w nas pokorę i skłaniać do wielokrotnego zastanowienia się, zanim ktoś ośmieli się oceniać relacje w rodzinach swoich bliskich czy znajomych. Wiemy, jak mogą ranić słowa. Szczególnie te które mają być wypowiadane rzekomo w duchu chrześcijańskiej troski, a w istocie bywają słownymi sztyletami zakażonymi szyderstwem. Znamy takie dźgnięcia dobrze: – Niby taka porządna rodzina, a co robi ich syn, a jak się zachowuje ich córka… Tacy niby święci, a tu proszę… Ile w takich słowach jest jadu, zwykłej zawiści i ukrytej pod płaszczykiem troski – ile satysfakcji, że ktoś ma kłopoty, komuś powinęła się noga.

Tymczasem wszyscy jesteśmy ludźmi, którzy miewają upadki, nieporozumienia, także te rodzinne, które są najbardziej bolesne i najgłębiej raniące. Dzięki Ewangeliom wiemy jednak, że od takich sytuacji i nieporozumień nie była wolna nawet ziemska rodzina Jezusa. I wcale nie oznacza to pokazywania Marii i jej bliskich w negatywnym świetle. Wprost przeciwnie. Byli szczerymi ludźmi, a ich postępowanie, choć czasem mylne, było podyktowane miłością. Martwili się i popełniali ludzkie błędy. I choć zdarzały się sytuacje konfliktowe, a nawet upokorzenia to jedno trzeba podkreślić – nigdy nie zabrakło miłości. Tej bezinteresownej i wybaczającej wszystko.

To piękny obraz kochającej się, ale też popełniającej błędy rodziny. Rodziny, która czasem doświadcza nieporozumień, ale potrafi być w decydujących chwilach jest najmocniejszym wsparciem. Ostatecznie, mimo wszystkich trudności, to w najbliższych, szczególnie w matce, Jezus miał prawdziwe ludzkie oparcie.

Gdy został przez wszystkich opuszczony, gdy pozostało mu kilka ostatnich chwil życia na ziemi – jedyna osobą, która go nie pozostawiła była właśnie matka. I ten obraz – matki stojącej pod krzyżem, bezinteresownej rodzinnej więzi – jest najlepszym komentarzem.

Brak możliwości dodawania komentarzy.