Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Nowy rok szkolny

Tekst: Iz 29,18-19, 24, ks. Marcin Orawski

 W owym dniu głusi będą słyszeć słowa księgi, a oczy ślepych z mroku i z ciemności będą widzieć. Pokorni zaś na nowo będą się radować Panem a ubodzy weselić Świętym Izraelskim. Ci, którzy duchowo błądzili, nabiorą rozumu, a ci, którzy szemrali, przyjmą pouczenie.

Uczniowie oraz nauczyciele rozpoczynają właśnie nowy rok szkolny, takie są fakty. Po okresie wakacyjnego wypoczynku, z nowymi siłami, motywacją i energią ruszają, by zgłębiać tajniki wiedzy. Nawet prorok Izajasz dołącza się do panującego entuzjazmu podkreślając: Ci, którzy duchowo błądzili, nabiorą rozumu, a ci, którzy szemrali, przyjmą pouczenie. Nie chcąc już bardzie denerwować społeczności oświatowej, więc powiem całkiem poważnie:

Chylę czoła przed wszystkimi, którzy mają powołanie, by uczyć i wychowywać tych, którzy za kilka lat będą zajmować się naszym zdrowiem, prawem, budowaniem, bezpieczeństwem i wszystkimi aspektami, od których zależy nasze ziemskie życie. To, jakim będzie nasz kraj i jak czuć będziemy się sami, zależy od wiedzy i wrażliwości tych, którzy dziś są uczniami.

To oczywiście truizm, gdy podkreślamy, że dzieci i młodzież są naszą przyszłością. Ale to prawda. Jesteście też naszą nadzieją, że świat wbrew wielu okolicznościom i czarnym scenariuszom, będzie się stawał lepszy. Dlatego dziś chcemy się modlić w szczególny sposób o uczniów i nauczycieli. Niech Bóg da wam siły, zdrowie i mądrość w wypełnianiu niezwykle odpowiedzialnego powołania. Niech nigdy nie zabraknie nadziei, wiary w Boga i wiary w drugiego człowieka.

Tam gdzie wiara w Boga i bliźniego ginie, umiera też człowieczeństwo i rozpoczyna się tragiczny łańcuch nienawiści, agresji i niestety też terroryzmu. Ludzie zamiast słów świętej księgi, słyszą tych, którzy święte słowa obracają przeciw innym. Wielu duchowo ślepnie i zaczyna widzieć ciemność, dostrzegać zagrożenie wszędzie, nawet wśród tych, którzy sami są ofiarami i uciekają od wojny i śmierci. Ale przyjdzie taki dzień, pisze Izajasz, że głusi będą słyszeć słowa księgi, a oczy ślepych z mroku i z ciemności będą widzieć. Pokorni zaś na nowo będą się radować Panem (…) Ci, którzy duchowo błądzili, nabiorą rozumu, a ci, którzy szemrali, przyjmą pouczenie.

Nie można tracić nadziei. Nie można się poddać i pozwolić wmówić sobie, że trzeba innych się bać albo ich nienawidzić. Jeśli tak się stanie, to bardzo trudno potem wyrwać się z nieszczęścia wzajemnych oskarżeń i krzywd.

Przypomina mi się przeczytana kiedyś historia, która obrazuje ten zaklęty krąg, ale też mówi o nadziei. W Palestynie – kraju, gdzie woda miewa większą wartość niż złoto, dla jej pozyskania wykuwa się w skałach doły, tzw. cysterny. Zimą oraz podczas wiosennych opadów cysterny zapełniają się wodą i pozwalają, czasem całej wiosce przetrwać suchą porę roku. Niektóre cysterny mają po dwa tysiące lat i służyły kiedyś zarówno Palestyńczykom, jak i Żydom, a nawet Rzymianom.

Cysterny bywają strategicznym celem wojny izraelsko-palestyńskiej. W wersji cywilizowanej żołnierze wręczają właścicielowi tzw. wyrok śmierci, nakazujący zniszczenie zbiornika. Nieszczęśnik, który wolałby sam zginąć niż pozbawić wody siebie i najbliższych ma na szczęście drogę prawną. Może odwołać się do izraelskiego sądu, a sąd czasem potrafi nieco ograniczyć zapędy wojskowych. Często jednak sprawa w sądzie utyka na dość długo, co również bywa celowym działaniem, bo wywołuje w ludziach lęk. Nikt nie wie, jaki będzie werdykt i kiedy zostanie ogłoszony. Zalękniona wioska, jest właściwie spacyfikowana.

Ale bywa też tak, jak w przypadku Palestyńczyka o nazwisku Mussa, któremu armia po prostu zbombardowała studnię. Dla Mussy skończyło się życie, ale zachował resztki nadziei.

Przez kilka tygodni kuł w skale, by zbudować nowy zbiornik, który znów mógł zostać wykryty i zniszczony. Nadzieja jednak nie pozwalała się poddać. Ktoś inny, kto nadzieję traci, przyczepia do swego ciała ładunki wybuchowe i detonuje w zatłoczonym miejscu, jakiegoś izraelskiego miasta. Giną niewinni ludzie, bardzo często dzieci. Dla wielu, tym razem izraelskich rodzin przychodzi rozpacz, która szybko przemienia się w nienawiść.

W odwecie nasilają się ataki wojska izraelskiego na Autonomię Palestyńską. Giną kolejni ludzie, w tym znów wielu niewinnych. I kolejny raz jakiś zdesperowany człowiek, który tu na ziemi stracił wszystko, daje sobie wmówić, że osiągnie szczęście w raju, jeśli tylko dokona samobójczego ataku. Tragiczny krąg ataku i odwetu, w którym dawno już nikt nie pamięta, o co chodziło na początku – trwa nieprzerwanie.

Tam, gdzie nie ma nadziei, jest lęk, jest rozpacz, a one prowadzą do najgorszego – nienawiści. Niektórym na tym zależy, ponieważ niczym nie da się tak dobrze manipulować, jak lękiem i nienawiścią. Do perfekcji opanowali to religijni fundamentaliści wskazując niewiernych, którzy są wrogami Boga, dlatego należy ich wysadzać w powietrze czy zabijać pod kołami ciężarówek.

I chcę podkreślić – tego nie czyni religia judaistyczna, chrześcijańska czy islamska. To czyni strach, umiejętnie podsycany przez fundamentalistycznych dygnitarzy, dla niepoznaki zwanych duchownymi. Nie mam wątpliwości, że oni nie służą Bogu, obojętnie czy nazwanemu imieniem Jahwe czy Allach. Wiara w Boga, nie może wydać owocu w postaci zastraszania i agresji. I nie mówię niczego odkrywczego. Każdy, kto do ręki weźmie Pismo Święte i ze zrozumieniem procesów historycznych będzie je czytać, bez trudu to zobaczy w nauce Jezusa Chrystusa, a także w dużo wcześniejszych tekstach, jak choćby w rozważanym dzisiaj słowie proroka Izajasza.

Prorok próbuje zamieniać siłę lęku w siłę nadziei: – Nadejdzie dzień – głosi – w którym głusi będą słyszeć słowa księgi, a oczy ślepych z mroku i z ciemności będą widzieć.

Czasem może się wydawać, że posługiwanie się lękiem daje większą władzę. Ale nie na tym polega wiara. Ewangelia bardzo wyraźnie zresztą pokazała wizerunek Boga, jako kochającego, a nawet cierpiącego z miłości Ojca. Władza lęku, została zamieniona na relację miłości. Ale zmiana, zaczęła następować dużo wcześniej. Już prorok Jeremiasz pisze o Bogu, który mówi do ludzi – wtedy głównie do Izraelitów – nie jako władca, ale jak rodzic: Czy Efraim nie jest mi tak drogim synem i dziecięciem rozkosznym, że ilekroć o nim mówię, muszę go wiernie wspominać? Dlatego moje wnętrze wzrusza się nad nim; zaiste muszę się nad nim zlitować – mówi Pan. (Jr 31,20).

W podobnym czasie co Jeremiasz czy Izajasz, inny prorok o imieniu Ozeasz przedstawił Boga, jako zakochanego i zranionego oblubieńca. Zresztą sam odegrał rodzaj przedstawienia, mającego zobrazować miłość Boga do człowieka. W tym celu Ozeasz poślubił kobietę o imieniu Gomer. Osobę o bardzo złej reputacji, trudniącą się nierządem. Od tej chwili prorok żył jak w filmowym dramacie. Raz po raz Gomer zostawiała go, zdradzała z innym mężczyzną, wyprowadzała się. I za każdym razem, Bóg polecał Ozeaszowi, by do niej wrócił, przyjął ją z powrotem i jej przebaczyć.

Krótko mówiąc prorok miał odegrać niezwykłą historię przybliżającą działanie Boga, który przez ludzi też bywa zdradzany, opuszczany czasem nawet przeklinany, a jednak nieustannie przebacza, pozwala wrócić, zacząć jeszcze raz. Aby nigdy człowiek nie pozostał bez nadziei. Bo dać komuś nadzieję, to dać mu życie.

Dlatego, czasem z trudem, ucząc się świata i ludzi, czynimy to nie tylko dla wiedzy, ale by stać się lepszymi i odważniejszymi ludźmi. Czynimy to dla mądrości, która chroni i jest chyba jedyną obrona przed manipulacją i wszelkiego rodzaju fundamentalizmem i ekstremizmem.

Niech się więc kolejny rok nasze uszy otwierają na słowa Księgi, niech oczy pokonują mrok, niech pokora rodzi mądrość, a rozum chroni od błądzenia.

Komentuj

Powiedz nam, co myślisz...
Jeśli chcesz zamieścić swoje zdjęcie, stwórz swój gravatar!