Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Od łaski do powszechnego zbawienia

Tekst: Ef 2,8-9, ks. Marcin Orawski

 

Albowiem łaską zba­wieni jeste­ście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; Nie z uczyn­ków, aby się kto nie chlu­bił.

 

Dzisiejszy frag­ment z Listu ap. Pawła do Efezjan, to pro­te­stancki kla­syk. Jeden z naj­bar­dziej zna­nych i jeden z naj­le­piej wyra­ża­ją­cych istotę nauki o uspra­wie­dli­wie­niu z łaski przez wiarę. Tylko łaska – sola gra­tia, nie ma ewan­ge­lika który nie znałby tej zasady wprost wypły­wa­ją­cej ze słów apo­stoła Pawła.

Rzecz jasna, ist­nieje co naj­mniej kilka kon­cep­cji doty­czą­cych drogi do zba­wie­nia. I wszyst­kie za pod­stawę uznają biblijne twier­dze­nia. Do naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­nych, przy­naj­mniej w tzw. poboż­no­ści ludo­wej, należy zba­wie­nie z uczyn­ków. W uprosz­cze­niu, kon­cep­cja zasa­dza się na wyobra­że­niu Sądu Ostatecznego, w cza­sie któ­rego sie­dzący na tro­nie Bóg, dokona oceny życia i zli­czy dobre oraz złe uczynki każ­dego. Koncepcja bar­dzo pro­sta, w ludz­kiej oce­nie spra­wie­dliwa. Każdy otrzyma to, na co sobie słu­żył i kropka.

Co zatem robić? Chodzić czę­sto do kościoła, regu­lar­nie się spo­wia­dać, przy­stę­po­wać do sakra­men­tów, wyko­ny­wać jak naj­wię­cej dobrych uczyn­ków i… cze­kać, z nadzieją, że nie­biań­ska waga wskaże dobry wynik.

To kla­rowny sche­mat. Widoczny też u apo­stoła Pawła, który w liście do Koryntian pisze: „Albowiem my wszy­scy musimy sta­nąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy ode­brał zapłatę za uczynki swoje, doko­nane w ciele, dobre czy złe.” (2 Kor 5,10).

Z kolei już w liście do Efezjan ten sam apo­stoł pisze coś, co brzmi ina­czej: „Albowiem łaską zba­wieni jeste­ście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar. Nie z uczyn­ków, aby się kto nie chlu­bił.”

W przy­padku, gdy dwa tek­sty biblijne wydają się stać ze sobą w sprzecz­no­ści, to pod­sta­wowe zasady inter­pre­ta­cyjne każą roz­pa­try­wać kon­tekst oraz odczy­ty­wać jeden frag­ment w odnie­sie­niu do innych tego samego autora. I tak czy­nili na przy­kład refor­ma­to­rzy z Lutrem i Kalwinem, uwy­pu­kla­jąc – bez cie­nia wąt­pli­wo­ści – uspra­wie­dli­wie­nie z łaska, a nie z uczyn­ków.

Dlaczego? Kluczowym był List do Rzymian, naj­po­waż­niej­szy trak­tat teo­lo­giczny Pawła, w któ­rym apo­stoł bar­dzo dro­bia­zgowo opi­sał, jak prze­bie­gało dzieło zba­wie­nia i że do początku do samego końca było ini­cja­tywą i dzia­ła­niem Boga, a nie czło­wieka. – Mówi bowiem do Mojżesza – cytuje Paweł – Zmiłuję się, nad kim się zmi­łuję, a zli­tuję się, nad kim się zli­tuję. A zatem nie zależy to od woli czło­wieka, ani od jego zabie­gów, lecz od zmi­ło­wa­nia Bożego.

A co z uczyn­kami i osą­dza­niem? – Oczywiście, że tak – mówią refor­ma­to­rzy. – Ale uczynki są wtórne, są owo­cem – skut­kiem wiary. Dlatego tak naprawdę osą­dza­nie będzie doty­czyć wiary. Tak w dużym uprosz­cze­niu można to powie­dzieć.

Niespodziewanie jed­nak, a może spo­dzie­wa­nie, zarówno Luter, jak i Kalwin tra­fili na bar­dzo poważny pro­blem. Skoro już oparli się na Liście do Rzymian, z prze­sła­niem: „nie zależy to od woli czło­wieka, ani od jego zabie­gów, lecz od zmi­ło­wa­nia Bożego”, to powstało zasad­ni­cze i budzące wiele kon­tro­wer­sji pyta­nie: skoro łaska jest darem, nie­za­słu­żo­nym przez czło­wieka, to dla­czego jedni ją otrzy­mują, a inni wydają się jej nie otrzy­my­wać? To pyta­nie, sza­chuje pro­te­stancką ducho­wość do dziś.

Jan Kalwin odpo­wie­dział, że przed zało­że­niem świata Bóg jed­nych wybrał do zba­wie­nia, a innych prze­zna­czył do potę­pie­nia. Później ten rady­kalny pogląd został zła­go­dzony do twier­dze­nia, że Bóg jako wszech­wie­dzący, jesz­cze przed stwo­rze­niem świata wie­dział, kto Bożą łaskę przyj­mie, a kto ją odrzuci.

Luter nie podzie­lał rady­ka­li­zmu Kalwina. Choć sam nie potra­fił zna­leźć cał­ko­wi­cie satys­fak­cjo­nu­ją­cego wytłu­ma­cze­nia. Był prze­ko­nany, że Bóg chce, by wszy­scy ludzie zostali zba­wieni. Odrzucał więc z góry zało­żone plany, jak chciał Kalwin. Ale odpo­wiedź nie przy­cho­dziła łatwo. Luter zatem nieco ucieka od inte­lek­tu­al­nych roz­strzy­gnięć i odwo­łuje się do oso­bi­stej wiary i uczu­cia, mówiąc: – Przenigdy nie wątp, iż Chrystus jest twoim zba­wi­cie­lem, i że przez niego będziesz zba­wiony, jeżeli tylko w niego wie­rzysz. I doda­wał: Jeślibym mógł jakimś rozu­mem pojąć, jak miło­sierny i spra­wie­dliwy jest ten Bóg, który uka­zuje tak wielki gniew i nie­spra­wie­dli­wość, to wiary nie byłoby potrzeba.

Tam, więc gdzie Kalwin szu­kał teo­lo­gicz­nego roz­wią­za­nia, Luter mówił: – Zaufaj, „zawi­śnij na Bogu”. On prze­cież pra­gnie byś był zaba­wiony, on jest dobrym paste­rzem, miłu­ją­cym ojcem. Zamiast się więc zamar­twiać, ciesz się życiem i zba­wie­niem. A gdy masz wąt­pli­wo­ści, powta­rzaj – Jestem ochrzczony i nikt mnie nie wyrwie z ręki Boga.

To bar­dzo piękna i wno­sząca wiele pokoju oraz rado­ści w życie nauka. Miała jed­nak też pewne skutki uboczne, które przez samego Lutra nie były akcep­to­wane. A wła­ści­wie, te „skutki uboczne” ist­niały już w chrze­ści­jań­stwie od sta­ro­żyt­no­ści – przy­naj­mniej od cza­sów Orygenesa. Mowa tu o tzw. apo­ka­ta­sta­zie, czyli idei osta­tecz­nego zba­wie­nia wszyst­kich ludzi. Nauka posiada wiele odmian. W uprosz­cze­niu, można jed­nak powie­dzieć, że jej zało­że­nia zasa­dzają się na biblij­nych stwier­dze­niach, które lubił pod­kre­ślać także Marcin Luter. Mianowicie, że Bóg chce by wszy­scy ludzie byli zba­wieni i doszli do pozna­nia prawdy. (1 Tm 2,4).

Na pod­sta­wie tych słów można prze­pro­wa­dzić krót­kie wnio­sko­wa­nie.

  1. Bóg chce aby wszy­scy byli zba­wieni. A więc zba­wie­nie wszyst­kich jest Bożą wolą.
  2. Bóg jest Wszechwiedzący. A zatem wie, co zro­bić, aby jego wola się zre­ali­zo­wała.
  3. Bóg jest wszech­mocny. A więc ma moc, by zre­ali­zo­wać swoją wolę.

A zatem, jeśli Bóg chce, wie jak, i ma moc, to co stoi na prze­szko­dzie by wszy­scy zostali zba­wieni?

Można oczy­wi­ście odpo­wie­dzieć, że Bóg przede wszyst­kim sza­nuje ludzką wolną wolę i nikogo na siłę, nie chce uszczę­śli­wiać zba­wie­niem. Jednak zwo­len­nicy teo­rii powszech­nego zba­wie­nia, ripo­stują, że nie można mówić o wol­nej woli czło­wieka, który jest pod­le­gły grze­chowi. Grzech zabu­rza obraz świata i Boga i czło­wiek nie podej­muje decy­zji jako wolny. Odrzucając więc Boga, nie wie do końca co czyni. Sam Jezus modlił się na krzyżu „Wybacz im, bo nie wie­dza, co czy­nią”

Wolną decy­zję można pod­jąć, gdy posiada się wie­dzę o skut­kach tej decy­zji. A tak prze­cież nie jest. – Czy zatem miło­sierny Bóg, mógłby być tak okrutny, nie dając żad­nej szansy czło­wie­kowi, który doko­nu­jąc wyboru, tak naprawdę nie wie­dział jakie będą kon­se­kwen­cje? – pytają.

Jeden z naj­bar­dziej zna­nych pol­skich zwo­len­ni­ków tej teo­rii, kato­licki teo­log Wacław Hryniewicz, powie­dział w jed­nym z wywia­dów: „Nie wie­rzę w to, że nie da się prze­zwy­cię­żyć zła w ludz­kich dzie­jach. Że Bóg jest bez­radny wobec zła. Nie wie­rzę, że zło wygrywa.”

I w związku z tym trudno mi uwie­rzyć, że jest wieczne pie­kło. Bo to by ozna­czało wie­ku­istą porażkę Boga. Bo jeżeli stwo­rzył świat z miło­ści, to gdyby jakaś część ludz­ko­ści, nawet nie­wielka, miała ulec zatra­cie, to byłoby to Jego nie­po­wo­dze­nie. A ja nie wie­rzę, że Bóg i Jego zbaw­cze zamiary mógłby ponieść porażkę z powodu cho­rej wol­no­ści rozum­nego stwo­rze­nia… Warto dodać, że wśród sym­pa­ty­ków tej idei są teo­lo­dzy wszyst­kich głów­nych nur­tów chrze­ści­jań­skich.

Jak wspo­mnia­łem wcze­śniej – Luter oczy­wi­ście nie gło­sił takiej nauki i podzie­lał pogląd o ist­nie­niu real­nego miej­sca potę­pie­nia, obra­zowo zwa­nego pie­kłem. Nie ukry­wał jed­nak, że ist­nieje pro­blem z zesta­wie­niem Bożej łaski i miło­ści z myślą o pie­kle i wiecz­nym potę­pie­niu. Usilnie więc odwo­ły­wał się do Bożej miło­ści i oso­bi­stej wiary czło­wieka. Nie miał wąt­pli­wo­ści co do tego, że każdy czło­wiek zosta­nie osą­dzony przez Boga spra­wie­dli­wie i z miło­ścią.

I wła­śnie miłość jest tu chyba klu­czem. Każdy rodzic – jestem o tym prze­ko­nany – na pyta­nie, co musia­łoby uczy­nić moje dziecko, bym je odrzu­cił, prze­stał kochać, ska­zał na ból i cier­pie­nie – odpo­wie bez waha­nia: – Nie ma takiej rze­czy. Miłość jest bez­wa­run­kowa, bez względu na to ile bólu i cier­pie­nia dziecko mogłoby rodzi­cowi przy­nieść. A prze­cież jeste­śmy nie­do­sko­na­łymi ludźmi, nie­do­sko­na­łymi rodzi­cami.

Wyobraźmy sobie jak wiele więc musi ozna­czać miłość, gdy o niej mówi Bóg? Gdy to wła­śnie on w swoim Słowie odwo­łuje się do meta­fory rodzica, mówiąc że jest kocha­ją­cym Ojcem? Czy jeste­śmy więc w sta­nie uczy­nić cokol­wiek, by Bóg nas prze­stał kochać? By mu prze­stało zale­żeć?

Nie wszystko jeste­śmy w sta­nie pojąć. Tym bar­dziej nie warto zbyt pochop­nie zapeł­niać Panu Bogu pie­kła… Sąd był i zawsze pozo­sta­nie domeną Boga. A gdy już sta­niemy przed Bogiem, jesz­cze wiele nas może zasko­czyć. I z pew­no­ścią zasko­czy. A naj­bar­dziej zapewne ogrom Bożej miło­ści.

Brak możliwości dodawania komentarzy.