Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Pojednanie – miłość Chrystusa przynagla

Tekst: J 20,11-18, ks. Marcin Orawski
(kaza­nie wygło­szone na zakoń­cze­nie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan,
kate­dra św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu, 29.01.2017 r.)

 

Maria stała przy gro­bie i pła­kała. Płacząc, zaj­rzała do gro­bowca i zoba­czyła dwóch anio­łów w bieli, któ­rzy sie­dzieli jeden przy gło­wie, a drugi przy nogach, gdzie było zło­żone ciało Jezusa. Zapytali ją: Kobieto, dla­czego pła­czesz? A ona odpo­wie­działa: Zabrali mojego Pana i nie wiem, gdzie Go poło­żyli. Gdy to powie­działa, odwró­ciła się za sie­bie i zoba­czyła sto­ją­cego Jezusa, ale nie wie­działa, że jest to Jezus. A Jezus zapy­tał ją: Kobieto, dla­czego pła­czesz? Kogo szu­kasz? Ona sądząc, że to ogrod­nik, powie­działa: Panie, jeśli ty Go prze­nio­słeś, powiedz mi, gdzie Go poło­ży­łeś, a ja Go zabiorę. Jezus powie­dział do niej: Mario! Wtedy ona zwró­ciła się do Niego i powie­działa po hebraj­sku: Rabbuni! – to zna­czy: Nauczycielu.

Co jeśli pro­roc­twa biblijne naprawdę się speł­nią? Jeśli wojny mię­dzy ludźmi się skoń­czą, a Boża spra­wie­dli­wość i pokój zatrium­fują? Co jeśli naprawdę nie będzie wię­cej bólu, łez, śmierci? Takie pyta­nia sta­wiają auto­rzy komen­ta­rza do tematu dzi­siej­szego nabo­żeń­stwa eku­me­nicz­nego.

Można te pyta­nia skwi­to­wać sło­wem uto­pia. Albo: – Może kie­dyś w Bożym Królestwie. Każdy widzi, jak jest. Kto dziś mówi o prze­ba­cze­niu? Gdzie sły­chać słowa o pokoju mię­dzy ludźmi róż­nych naro­dów, wyznań czy reli­gii? A nawet jeśli, to kto słu­cha? Mam wra­że­nie, że o wiele więk­szą siłę oddzia­ły­wa­nia mają dziś hasła o dzie­le­niu, zamy­ka­niu gra­nic, odwe­cie, walce, podzia­łach, wro­gach, obcych. A my chcemy dziś mówić o wspól­no­cie, modlić się o pojed­na­nie, miłość, sza­cu­nek. Czy to ma zna­cze­nie? A może racje mają ci, któ­rzy mówią jedy­nie o gar­stce ide­ali­stów, wie­rzą­cych, że czło­wiek czło­wie­kowi może być bliź­nim, bra­tem, sio­strą? Może nie­je­den czło­wiek dobrej woli widząc w świe­cie agre­sję, złość, a nawet nie­na­wiść, ma ochotę zapła­kać w bez­rad­no­ści? Może czuje się bez­silny wobec ogromu tego, co przy­tła­cza: miłość, radość, pokój, cier­pli­wość, uprzej­mość, dobroć… (Ga 5,22) Może nawet rodzą się emo­cje bar­dzo bli­skie tym, któ­rych doświad­czała Maria. Stała w bez­sil­no­ści przed gro­bem Jezusa – jak sły­sze­li­śmy w Ewangelii – i pła­kała. Widziała, co się stało: Zabrali mojego Pana i nie wiem, gdzie Go poło­żyli.

Smutek był racjo­nalny. Poczucie bez­rad­no­ści uza­sad­nione. A jed­nak to, czego doświad­czyła, jest jed­nym z głów­nych powo­dów, dla któ­rego rów­nież i my dzi­siaj, chrze­ści­ja­nie róż­nych wyznań spo­ty­kamy się i modlimy. Tam, gdzie nam bra­kuje już sił, gdzie zaczy­namy dostrze­gać wła­sne ogra­ni­cze­nia, a nawet bez­rad­ność, sta­jemy się bar­dziej otwarci na dzia­ła­nie Boga, zaczy­namy już nie w sobie, lecz w Bogu, dostrze­gać moż­li­wo­ści, o jakich nawet nie marzy­li­śmy.

Czy Maria mogła przy­pusz­czać, że ogrod­nik, z któ­rym roz­ma­wia, jest zmar­twych­wsta­łym Jezusem Chrystusem? Przyszła nama­ścić ciało zmar­łego, a spo­tkała cud życia. Dzieło Boże, które prze­wyż­sza ludzki rozum. Czy nie tego potrze­bu­jemy dziś, gdy mówimy o pojed­na­niu w podzie­lo­nych spo­łe­czeń­stwach i naro­dach, gdy modlimy się o pokój w świe­cie, który mówi o woj­nie?

Gdybyśmy mieli kie­ro­wać się emo­cjami i tym, co dostrze­gają nasze oczy, to nie wiem czy komu­kol­wiek wystar­czy­łoby odwagi, by wyjść na ambonę i mówić o eku­me­nii, wspól­no­cie, zno­sze­niu podzia­łów, jed­no­ści w Chrystusie. Jeśli jed­nak o tym mimo wszystko mówimy, to tylko dla­tego, że jak Maria, wie­rzymy, że nie jest to nasze dzieło, ale dzieło Zbawiciela. A my pra­gniemy być jedy­nie Jego narzę­dziami, nie­do­sko­na­łymi, czę­sto wąt­pią­cymi i upa­da­ją­cymi, ale peł­nymi wiary w cel i Bożą moc. To też maj­wa­zniej­szy powód, dla któ­rego mam przy­wi­lej sta­nąć w poko­rze przed hie­rar­chami, duchow­nymi róż­nych wyznań i Wami, sio­stry i bra­cia, by modlić się o taki cud, jaki stał się udzia­łem Marii. Ona spo­tkała Zmartwychwstałego, tam gdzie spo­dzie­wała się doświad­czyć prze­mi­ja­nia, śmierci, utraty nadziei. Ufam, że my możemy doświad­czyć pojed­na­nia tam, gdzie spo­dzie­wamy się podzia­łów, pokoju, gdzie widzimy wojny i ataki ter­ro­ry­styczne, miło­ści, gdzie wzbu­dza się złość i nie­na­wiść. Jestem prze­ko­nany, że jeśli uważ­nie popa­trzymy na sie­bie i rozej­rzymy wokół sie­bie, to już możemy dostrzec, jak wiele cudów już dzieje się mię­dzy nami.

500 lat temu, gdy wit­ten­ber­ski mnich ks. dr Marcin Luter przy­bi­jał 95 tez do drzwi kościoła zam­ko­wego w Wittenberdze nawo­łu­jąc do odnowy i dając począ­tek Reformacji – nie przy­pusz­czał, że wbrew jego inten­cjom doj­dzie do podziału zachod­niego chrze­ści­jań­stwa.

Potem mię­dzy wyzna­niami wyko­pano wiele podzia­łów, a także nie­stety prze­lano ludzką krew. Dyskusje teo­lo­giczne, które miały roz­wi­jać, nie­raz wtła­czano w cele poli­tyczne i uży­wano, jako haseł do walki mię­dzy ludźmi.

Znamy histo­rię. Ale czy naprawdę potra­fimy doce­nić, jak olbrzy­mią pracę wyko­nały Kościoły, szcze­gól­nie w ostat­nim cza­sie, aby zbli­żyć się do sie­bie. Czy to nie cud, że jubi­le­usz 500 lat Reformacji, wspól­nie inau­gu­rują w szwedz­kim Lund prze­wod­ni­czący Światowej Federacji Luterańskiej biskup Munib Younan oraz papież Franciszek? Czy to nie piękny znak, że w ogól­no­pol­skim komi­te­cie hono­ro­wym obcho­dów zasia­dają mię­dzy innymi: arcy­bi­skup Wojciech Polak – pry­mas Polski, arcy­bi­skup Jeremiasz – ordy­na­riusz die­ce­zji wrocławsko-szczecińskiej Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, hie­rar­cho­wie innych Kościołów?

Czy nie jest cudem, że i tu w naszym mie­ście, chcemy świę­to­wać razem, ale przede wszyst­kim razem modlić się i poczuć, jak wiele nas łączy? Czy dostrze­gli­śmy, jak mocno zmie­nił się język, któ­rym ze sobą roz­ma­wiamy? To, co kie­dyś nazy­wa­li­śmy podzia­łem, dziś jest coraz czę­ściej róż­nicą. A róż­nica już nie musi dzie­lić, może wzbo­ga­cać. Do dziś jeste­śmy pod wra­że­niem odważ­nych słów papieża Franciszka, który w Lund modlił się: Duchu Święty, pomóż nam uznać z rado­ścią, dary, jakie otrzy­mał Kościół, dzięki Reformacji i pod­kre­ślał, że nie świę­tuje roz­łamu chrze­ści­jań­stwa, lecz po pro­stu spo­tyka się z braćmi ewan­ge­li­kami.

Także Kościoły ewan­ge­lic­kie widzą sens świę­to­wa­nia jubi­le­uszu tylko wtedy, gdy będzie wezwa­niem do wspól­nej reflek­sji nad pamię­cią i jed­no­ścią z kato­li­kami, pra­wo­sław­nymi, bap­ty­stami, meto­dy­stami oraz innymi sio­strami i braćmi w Chrystusie, z któ­rymi w wielu spra­wach możemy się róż­nić, ale nie dzie­lić. Czy Chrystus jest podzie­lony? – pyta apo­stoł Paweł w Liście do Koryntian. I każdy zna odpo­wiedź. Dlatego wbrew wielu odczu­ciom, wobec nisz­czą­cej siły lęku, gniewu, nie­na­wi­ści, prze­mocy, wie­rzymy w cud pojed­na­nia z Bogiem i dru­gim czło­wie­kiem. Modlimy się, aby cuda, były przez nas zauwa­żane i doce­niane.

W doku­men­cie „Złączeni w nadziei”, hie­rar­cho­wie zauwa­żają ewan­ge­liccy i kato­liccy: Po raz pierw­szy w histo­rii, kato­licy i lute­ra­nie będą wspól­nie upa­mięt­niać rocz­nicę Reformacji na płasz­czyź­nie glo­bal­nej. I dekla­rują: Katolicy i lute­ra­nie będą razem zbli­żać się do wspól­nego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa; warto pie­lę­gno­wać dia­log; moż­liwe jest porzu­ce­nie kon­fliktu; nie­na­wiść i prze­moc, także w obsza­rze reli­gij­nym, nie powinny być lek­ce­wa­żone, ani tym bar­dziej uspra­wie­dli­wiane, (…); bole­sna histo­ria nie wyklu­cza jasnej przy­szło­ści; moż­liwe jest przej­ście od kon­fliktu do komu­nii (wspól­noty). I wresz­cie: pojed­na­nie ma moc, która wyzwala, uzdal­nia­jąc nas do zwró­ce­nia się ku sobie, ale także do innych – w miło­ści i służ­bie.

Siostry i bra­cia. Wierzymy, że Bóg nas może użyć, a jego dzieło może nas tak wie­lo­krot­nie zadzi­wiać, jak Marię, która w wiel­ka­nocny pora­nek ze Łazami w oczach przy­była do grobu Zbawiciela. W Chrystusie nie ma innej drogi, niż droga pojed­na­nia. W Bożym Synu jest nasza nadzieja, że to, co nie­wy­obra­żalne, kie­dyś nastąpi i przyj­dzie taki czas, że pro­roc­twa biblijne naprawdę się speł­nią, że wojny mię­dzy ludźmi się skoń­czą, a Boża spra­wie­dli­wość i pokój zatrium­fują. Bo jak głosi hasło tego­rocz­nego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan Do pojed­na­nia – miłość Chrystusa nas przy­na­gla.

Komentuj

Powiedz nam, co myślisz...
Jeśli chcesz zamieścić swoje zdjęcie, stwórz swój gravatar!