Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Przegrana walka o kościół w Wołowie

Marcin Orawski
Sytuacja Kościoła ewangelickiego w Gminie Wołów po drugiej wojnie światowej jest właściwie tematem całkowicie niezbadanym. Poza drobnymi wzmiankami nie ma praktycznie żadnych materiałów pisanych na ten temat. Dlatego w moim artykule chciałbym jedynie przytoczyć kilka znanych mi faktów oraz zacytować fragmenty dokumentów, które zachowały się w archiwum Diecezji Wrocławskiej.

Działalność polskiego ewangelicyzmu na bogatym w tradycje protestanckie terenie Dolnego Śląska, rozpoczęła się równocześnie z organizowaniem tu życia polskiego po 1945 r.. Już w lipcu tego roku nominację na pełnomocnika Polskiego Kościoła Ewangelickiego na Dolnym Śląsku otrzymał ks. prof. Wiktor Niemczyk, z którym od samego początku współpracował ks. Karol Jadwiszczok. Szybko zaczęto pracować nad organizacją ośrodków ewangelickiego życia kościelnego.

11 września 1947 r. delegat pełnomocnika konsystorza Karol Kisza po wizytacji parafii w Wołowie pisze: Na terenie miasta znajdują się następujące obiekty: kościół (przekazany przed miesiącem), organy bez piszczałek, nieuszkodzone, 4 duże dzwony 400 lat stare, piękny barokowy ołtarz. Następnie jedna kaplica przekazana przed rokiem metodystom, cmentarz i kaplica cmentarna, budynek parafialny i 3 domy, które należały do parafii. W sprawie spisu autochtonów robiono mi wielkie trudności, nie pozwalając na wgląd do ksiąg. Dopiero po interwencji u starosty zezwolono mi zrobić wyciąg. W Ścinawie mienie zajęte przez Kościół rzymskokatolicki.

Rok później oszacowano, że na terenie miasta Wołowa pozostało ponad 300 autochtonów wyznania ewangelickiego (relacja ks. Jana Zajączkowskiego z 13 lipca 1948 r.). Potwierdza to protokół Rady Parafialnej z dnia 18 sierpnia 1948 r., który stwierdza, że na terenie Wołowa mieszka jeszcze około 200 rodzin niemieckich. Rok później, według wykazu sporządzonego przez parafię 25 stycznia 1949 r. liczebność ewangelików zmalała przedstawiała się następująco: Wołów – 70 osób, w okolicy dalszych 35, Ścinawa – 50 ewangelików, Mojęcice – 40 ewangelików, Brzeg Dolny – 10 ewangelików.

W tamtych latach według rejestru sporządzonego 25 stycznia 1949 r. własnością parafii ewangelickiej w Wołowie, oprócz kościoła, były także (cyt.): Budynek przy ul. Korzeniowskiego – nie można określić do czego służył, dawne biuro kościelne i Szkoła Żeńska przy ul. Skarbowej (wszystkie trzy budynki są niezabezpieczone, magistrat decyduje nad nimi), ogród plebanijny – ul. Szkolna 41 (zajęty przez prywatną osobę w 1946 r.). Wykaz z 22 kwietnia 1959 r. zawiera informację, że do parafii należy jeszcze: Dom murowany 1-piętrowy przy pl. Szkolnym 2 – użytkowany na: plebanię, kaplicę, kancelarię parafialną i mieszkanie dla kościelnego. Część domu zamieszkują lokatorzy.

Odnośnie budynku kościoła ks. Jan Zajączkowski relacjonuje 13 lipca 1948 r.: Kościół ten przydzielił (w 1946 r.) kierownik Wydziału Społeczno-Politycznego miejscowej parafii rzymskokatolickiej. Parafia jednak z niego nie korzystała, ani też go nie zabezpieczyła przed dewastacją, skutkiem czego kościół został doszczętnie wyszabrowany.

Na skutek naszych starań Zarząd Miejski przyznał go w tymczasowe użytkowanie Polskiej Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Wołowie do czasu ostatecznej decyzji Ministerstwa Ziem Odzyskanych. Niestety Starostwo zdążyło w międzyczasie wysłać do Województwa meldunek, że nas tu nie ma i nic nie stoi na przeszkodzie, aby kościół przydzielić parafii rzymskokatolickiej, bez porozumienia się z Zarządem Miejskim Miasta Wołowa. Zarząd ten zaś, zapytany o opinię, wystawił nam jak najlepsze świadectwo, że jest nas około 300 osób i nie mamy kościoła innego w mieście i okolicy, a kościół rzymskokatolicki ma więcej kościołów w terenie. Dodał także, że kostnica na cmentarzu nie nadaje się na odprawienie w niej nabożeństw. Sam to pismo czytałem.

Ostatecznie jednak kościół ewangelicki z przełomu XIV/XV wieku (dziś pw. św. Wawrzyńca) został przejęty w tymczasowe użytkowanie przez parafię ewangelicką. Choć nadal był niezabezpieczony i ulegał dewastacji to regularnie, przynajmniej dwa razy w miesiącu, odbywały się w nim nabożeństwa.

Problemem były wybryki chuligańskie i akty nietolerancji. Odprawiający tu nabożeństwa ks. Jan Zajączkowski 11 kwietnia 1964 r. pisze skargę do Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej w Wołowie: Kościół w Wołowie, z którego korzysta miejscowa parafia ewangelicka, jest jednym z najstarszych zabytków miasta. Niestety ma uszkodzony dach i powybijane szyby, które były już raz oszklone. Miejscowi, nieliczni ewangelicy starają się jak mogą zabezpieczyć kościół, ale nie odnosi to skutków i nawet zabite gwoździami drzwi i deskami okna stoją otworem dla chuliganów, a nawet niekiedy dorosłych szukających tam nie wiadomo czego. Młodzież dewastuje wnętrze i urządzenia. Za każdym razem musimy gruntownie sprzątać, nawet ludzkie odchody, aby odprawić nabożeństwo. Dochodzi do tego, że nie można spokojnie odprawić nabożeństw, gdyż przeszkadzają w nim krążące wokół kościoła osoby bijąc obcasami w drzwi oraz rzucając do środka kamieniami, tak że biorący udział w nabożeństwie mają czasami wrażenie otoczenia przez dziki tłum, czyhający na życie innowierców.

Postępująca dewastacja kościoła oraz niewielka liczba wiernych doprowadziły do sytuacji, w której parafia zaczyna uświadamiać sobie, że nie jest w stanie utrzymać obiektu. 5 stycznia 1971 r. ówczesny proboszcz parafii wrocławskiej ks. Waldemar Lucer, której podlega Wołów, pisze do Wojewódzkiej Rady Narodowej: W wyniku rozmów przeprowadzonych z wiernymi w Wołowie, doszliśmy do następujących wniosków: 1. Z powodu małej liczby wiernych sami nie utrzymamy dużego kościoła, który jest stale dewastowany. 2. Możliwość dalszego utrzymania kościoła istnieje tylko przy współużytkowaniu go z Kościołem prawosławnym. Proszę o zajęcie stanowiska wobec tych wniosków.

W odpowiedzi z 6 kwietnia 1971 r. parafia otrzymała od Prezydium Rady Miejskiej w Wołowie wezwanie do natychmiastowego zabezpieczenia obiektu przed dalszą dewastacją, a Wojewódzki Konserwator Zabytków dołączył „Pouczenie o skutkach wpisu do rejestru zabytków”, wskazując na kary, jakie może nałożyć, gdyby te obowiązki nie zostały spełnione.

Sytuacja kościoła była właściwie przesądzona. Decyzję przypieczętowało włamanie 3 lipca 1972 r., w wyniku którego z ołtarza skradziono zabytkowy obraz olejny „Wieczerza Pańska”. Został on wycięty z ram, a jego ówczesną wartość oszacowano na 10 000 zł. Bardzo szybko, bo zaledwie dwa miesiące później, 4 września 1972 r., sprawę umorzono z powodu niewykrycia sprawcy.

Ponaglany kolejnymi wezwaniami do zabezpieczenia obiektu, ks. Waldemar Lucer 20 października 1972 r. wystosował ostatecznie pismo do Miejskiej Rady Narodowej w Wołowie: Wierni, mieszkający w Wołowie starali się zabezpieczyć kościół. Okna na parterze zostały zamurowane, a drzwi zabite. Wszystko to okazało się niewystarczające wobec elementów chuligańskich. (…) Z powodu małej liczby wiernych i stałej dewastacji świątyni parafia zrezygnuje z kościoła i ograniczy się do kaplicy przy pl. Szkolnym, w której odbywają się nabożeństwa.

Tak się też stało. Od tamtego czasu nabożeństwa odbywały się w pomieszczeniu po dawnej pralni przy pl. Szkolnym. W roku 2000 parafia otrzymała propozycję od Urzędu Miasta Wołów wynajęcia niewielkiego lokalu po dawnym magazynie Obrony Cywilnej przy ul. Koszarowej 1-3. Pomieszczenie wyremontowane dzięki dużej pomocy miasta stanowiło znaczącą poprawę warunków odprawiania nabożeństw w Wołowie. Uroczystego poświęcenia nowej kaplicy dokonano w 1. Niedzielę Adwentu 2 grudnia 2000 r.

Umowa najmu lokalu została podpisana na osiem lat, a następnie przedłużona do końca roku 2013. Niestety w tym czasie kamienica, w której mieści się kaplica ewangelicka została sprzedana prywatnemu inwestorowi. Wszystkie lokale zostały opuszczone, z wyjątkiem kaplicy, której nie ma gdzie przenieść. Obecnie ani jedna nieruchomość w Wołowie nie należy już do Kościoła ewangelickiego.

Na dziś więc parafia ewangelicka ma z Urzędem Miasta i Gminy Wołów ważną umowę najmu do końca 2013 roku na lokal, który dziś jest prywatny. Nowy właściciel oczekuje zwolnienia lokalu, sytuacja jest więc bardzo niepewna, a może być jeszcze trudniejsza 1 stycznia 2014 r.

Od chwili sprzedaży kamienicy prywatnemu podmiotowi parafia prowadzi rozmowy z władzami Wołowa na temat wynajęcia lub zakupu innego lokalu, w którym mogłaby się mieścić kaplica. Władze miasta zdecydowanie deklarują rozwiązanie problemu. Dobrej woli nie brakuje, ale do dziś nie zostały podjęte wiążące decyzje. Mamy nadzieję, że ta – co tu ukrywać – przykra dla nas sytuacja, szybko znajdzie pozytywny finał.

Marcin Orawski

Brak możliwości dodawania komentarzy.