Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Spotkanie z ziemniakiem w tle

Wrzesień przyszedł niepostrzeżenie. Jeszcze nie zdążyliśmy nacieszyć się latem a tu pierwsze złotawe brązy zwiastują nieuchronną jesień. Kolejne drzewa okryły się żółcią a temperatury kazały zapomnieć o krótkich spodenkach. Zapadła więc decyzja: lato należy pożegnać i 17 września wyjechaliśmy na wspólne świętowanie. Wspólnym i jakże ujmującym miejscem parafialnych wypadów są Sulistrowiczki – urocza działka państwa Jacka i Anity Sowów,  którzy dzięki swojej uprzejmości pozwalają nam cieszyć się spokojem ślężańskiej okolicy.

Dojechać jednak nie było łatwo, ponieważ po drodze spotkaliśmy wyścig rowerowy. I pomimo naszego podziwu dla sportowych zmagań kolarzy i roześmianych fanów wyścigu,  nieprędko dotarliśmy na miejsce. Policja i wojsko skrzętnie ustawiała objazdy, co przeszkadzało nam dotrzeć do upragnionego celu. A ten zapowiadał się nader smakowicie.

Po kilku kółkach wokół Sulistrowiczek, wygłodniali uczestnicy wreszcie dotarli na miejsce. Tutaj zaczęła się ziemniaczana uczta. Tak, tak! Uczta! Państwo Weronika i Walter Orawscy (zbieżność nazwisk zdecydowanie nieprzypadkowa) dwoili się i troili, żeby pyszne placki ziemniaczane trafiły na stół. Ciepłe i lekkie, bez grama tłuszczu, bo pieczone na blasze – wszyscy zachwycaliśmy się doskonałym daniem. Do placków można było użyć pysznego sosu czosnkowego bądź polać je „wyrzozkami”. Dla niewtajemniczonych dodam, że to rodzaj roztopionego tłuszczu ze skwarkami i kawałeczkami mięsa. Wersja „light” była bardziej popularna.

Ale to nie koniec. Na ognisku pojawił się kociołek na „duszoki”. Dla ścisłości dodam, że to charakterystyczne danie w stylu „eintopf” zawiera kapustę z ziemniakami, i boczkiem wrzucanym do kociołka. Z ogniska smakuje o niebo lepiej.

W menu nie zabrakło również herbaty, kawy i oczywiście ziemniaków w popiele! Pieczone w folii – nie zostały wrażenia piasku na zębach a zachowały pyszny aromat jesiennej zadumy.

Potem nastąpił czas wspólnych rozmów i obcowania z naturą. Niektórzy próbowali szczęścia w zbieraniu grzybów, ale miejscowi szybko rozwiali wątpliwości: grzybiarze wstają skoro świt i tłumnie nawiedzają lasy. Oznacza to, że w porze obiadu już niewiele można znaleźć.

Ogólną sensację wywołała zaś sarna, która przebiegła przez działkę dosłownie kilka metrów od nas, żeby za chwilę zniknąć w krzakach. Biegł za nią pies. Kilka osób próbowało odegnać węszyciela, choć nie było to ani proste ani do końca bezpieczne. W końcu pies sam zrezygnował z tropienia ofiary i zaszył się ponownie w lesie. Pozostała po nim jedynie refleksja na temat zwierzęcych instynktów i beztroskich opiekunów.

Urocze popołudnie przesiedzieliśmy wokół ogniska ciesząc się świeżym powietrzem, śmiechem dzieci, zapachem jesieni i snując plany na kolejne wspólne spędzanie czasu.

KO

Komentarze

1 komentarz do “Spotkanie z ziemniakiem w tle”
  1. Aneta napisał(a):

    Piękna altanka! 🙂 Chyba na następny raz wproszę się na piknik 😉

Komentuj

Powiedz nam, co myślisz...
Jeśli chcesz zamieścić swoje zdjęcie, stwórz swój gravatar!