Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Ubóstwem ubogaceni

2 Kor 8,9; ks. Marcin Orawski

 Albowiem znacie laskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będąc bogatym, stał się dla was ubogim, abyście ubóstwem jego ubogaceni zostali.

Czasem, kiedy w trakcie dyskusji trudno nam dokonać porównania jakichś pojęć podsumowujemy powiedzeniem: – To tak jakby rozmawiać o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkanocy. Nie da się. Kiedy jednak uważnie spojrzymy na karty Biblii, możemy ze zdumieniem stwierdzić coś przeciwnego. Chociaż emocjonalnie i sentymentalnie, zwykle jesteśmy bardziej przywiązani do Bożego Narodzenia, to Ewangelie nie pozostawiają złudzeń – teologicznie i znaczeniowo Wielkanoc i poprzedzający ją Wielki Tydzień, znacznie wyrastają ponad Narodzenie Pańskie.

O śmierci i zmartwychwstaniu piszą wyraźnie wszystkie cztery Ewangelie. O narodzeniu zaledwie dwie. Nie ma wątpliwości, że pierwsi chrześcijanie nie świętowali Bożego Narodzenia. Obchodzili natomiast pamiątkę śmierci Jezusa (por. 1 Kor 11,23-26). Na marginesie można przypomnieć, że w 1652 roku parlament w Anglii zakazał obchodzenia Bożego Narodzenia, a zbuntowanym duchownym uczącym o Bożym Narodzeniu groziło uwięzienie. Dlaczego? Ponieważ purytańscy reformatorzy, a więc protestanci, uznali że obchodzenie narodzin Jezusa 25 grudnia nie ma uzasadnienia biblijnego czy historycznego. Podobnego zdania były niektóre Kościoły i wspólnoty, głównie protestanckie, w Stanach Zjednoczonych, które także zabraniały świętowania 25 grudnia, jako że dzień ten wiąże się z kultami pogańskimi, a nie biblijnym przesłaniem.

Podkreślano, że jedynym świętem, które Jezus nakazał obchodzić była pamiątka jego śmierci, a nie przyjścia na świat (por. Łk 22, 19-20). Stąd chrześcijanie bardzo późno, bo dopiero ok. IV wieku zaczęli świętować Narodzenie Pańskie, a niektórzy jeszcze wiele wieków później mieli co do tego święta wątpliwości.

Co roku wraca dyskusja, w której ktoś stwierdza, że Boże Narodzenie, to jednak ma korzenie pogańskie, Jezus nie urodził się 25 grudnia, a choinka, to już pogaństwo w czystej postaci. Trudno się nie zgodzić, wszak nasi przodkowie byli poganami i faktycznie takie są nasze korzenie. Nie ma natomiast wątpliwości, że narodzenie Jezusa, szeroko opisywane w młodszych Ewangeliach jest faktem biblijnym, choć nigdzie nie jest nakazane jego świętowanie. Zakazane zresztą też nie.

Zgoda, Ewangelie nie podają nie tylko dnia narodzin, ale nawet roku. Dzień 25 grudnia jest bardzo mało prawdopodobną datą urodzin. Przypuszczalnie chrześcijanie – nie znając daty przyjścia Jezusa na świat – wybrali 25 grudnia, jako symboliczny dzień przesilenia zimowego. Jezus nazwany jest przecież „Światłością świata”, „Światłem oświecającym pogan”. A zatem przyniósł na ziemię światło, którego od 25 grudnia, każdego dnia przybywa, bo dzień staje się coraz dłuższy. Jednocześnie Narodzenie Pańskie, mogło zostać przeciwstawione obchodzonemu 25 grudnia w Rzymie pogańskiemu świętu narodzin boga Słońca. Zresztą termin rzymskiego święta został ustanowiony z tego samego powodu – przesilenia zimowego. Wszyscy o tym wiedzą.

Czy to ma w czymkolwiek przeszkadzać? Moim zdaniem przeciwnie. Jesus przecież przyszedł na świat, nasz świat, do konkretnej kultury i konkretnych warunków. Zresztą nieraz wykorzystywał zastane zwyczaje, aby im nadać nową treść. Dlatego tropienie spisków, tajemnych pogańskich czy jakichkolwiek innych dat czy zwyczajów, wydaje mi się zupełnie niepotrzebne. Warto o tym wiedzieć, ale nie warto przysłonić sobie tym istoty przyjścia Zbawiciela na świat i przeżywania Bożej obecności.

Jeśli nie chcemy, aby nasze święta stały się jedynie ckliwym ceremoniałem, wzruszającym się nad otuloną w pieluszki dziecinką, to muszą być przeżyte w kontekście faktów, które sama Biblia wyraźnie podkreśla. I nie jest to rzymski Bóg, pogańska choinka czy niemieckie ozdoby na niej. Chodzi o Wielki Piątek i Wielkanoc.

Może się to wydawać niewygodne. Kto chciałby psuć sobie podniosły i radosny nastrój bożonarodzeniowy, wzmiankami o śmierci i męce. – Wszystko ma swój czas… – chciałoby się powtórzyć za Salomonem. Teraz jest czas radości. Smucić się będziemy w Wielki Piątek. Ale tak nie można. Bez Wielkiego Piątku Boże Narodzenie traci swój sens. Możemy się jedynie powzruszać siankiem, szopką i „lulajże-Jezuniem”. A potem najeść się do syta. Jeśli jednak chcemy doświadczyć istoty Narodzenia Pańskiego, jeśli chcemy przeżyć te dni także duchowo, musimy spojrzeć w kierunku Golgoty. Wtedy na daleki plan zejdą rozważania czy Jezus urodził się tego, a nie innego dnia, czy spis ludności odbył się cztery lata przed rokiem zerowym, czy siedem po, albo czy w ogóle się odbył i czy pasterze paśli owce w grudniu, a może był październik czy wrzesień. I skąd, na litość boską, ten kolędowy śnieg w Betlejem… To naprawdę nie jest treścią Narodzenia Pańskiego.

– Albowiem znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa – pisze apostoł Paweł – że będąc bogatym, stał się dla was ubogim, abyście ubóstwem jego zostali ubogaceni.  Choć te słowa, odczytane teraz mogą się skojarzyć z ubóstwem stajenki, szopki i Betlejem, to mówią o czymś innym – o krzyżu. – Abyście ubóstwem jego zostali ubogaceni. Za apostołem Pawłem wyraźnie podkreślamy, że krzyż był hańbą. Na krzyżu Jezus stał się grzechem świata. Został odrzucony przez Boga i ludzi. Wyzbył się wszystkiego, co wcześniej posiadał – chwały, świętości, mocy. Dlatego w Wielki Piątek tak wiele mówimy o porażce, ubóstwie, hańbie krzyża. Ale dlaczego ubóstwem Jezusa mielibyśmy zostać ubogaceni? W tym tkwi paradoks krzyża, który do dziś niełatwo jest przyjąć. Bo kto chciałby pójść z przegranym, odrzuconym, upokorzonym?

Ten dylemat, ten paradoks rozpoczyna się Betlejem, a kończy na krzyżu Golgoty. Jezus Chrystus nie miał mocy Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara czy nawet Heroda. Mógł być postrzegany jak żebrak urodzony w stajni, a na krzyżu jako człowiek, który poniósł dotkliwą porażkę. Wokół niego nie było sukcesu. Tylko wstyd, hańba i śmierć. I właśnie w tej najgłębszej porażce, wręcz hańbie krzyża – dokonuje się nasze zbawienie. To tu, gdzie Chrystus dotyka granic opuszczenia, samotności i ubóstwa mówi: – Pójdź za mną!

Tylko, kto chce pójść za ubogim, opuszczonym, przegranym żebrakiem? Kto potrafi dostrzec w tej porażce wolność i zbawienie? Kto widząc hańbę, jest w stanie uwierzyć w zwycięstwo? Kto mając przed sobą człowieka sukcesu i żebraka, pójdzie za żebrakiem?

W ewangelickiej teologii krzyża, te pytania są niezwykle mocno wyakcentowane. Dlatego to nie Boże Narodzenie, nawet nie Wielkanoc, ale właśnie Wielki Piątek, tak mocno jest doceniony i przeżywany. Nasze zbawienie dokonało się nie poprzez sukces, potęgę i moc. Ale słabość, hańbę i odrzucenie. – Abyście ubóstwem jego zostali ubogaceni.

To przesłanie widać już w Betlejem. I naprawdę nie warto prowadzić sporów, czy był to grudzień czy październik i czy gwiazda betlejemska mogła być kometą Halleya? To są jedynie ciekawostki, którymi można się zająć niejako przy okazji. Prawdziwy sens kryje się głębiej. W Betlejem, ma jedynie swój ziemski początek, zwieńczenie – na krzyżu Golgoty.

Komentuj

Powiedz nam, co myślisz...
Jeśli chcesz zamieścić swoje zdjęcie, stwórz swój gravatar!