Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Ważna jest nie tylko wieczność

Tekst: Iz 2,1-5, ks. Marcin Orawski

 Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jeruzalemu. I stanie się w dniach ostatecznych, że góra ze świątynią Pana będzie stać mocno jako najwyższa z gór i będzie wyniesiona ponad pagórki, a tłumnie będą do niej zdążać wszystkie narody. I pójdzie wiele ludów, mówiąc: Pójdźmy w pielgrzymce na górę Pana, do świątyni Boga Jakuba, i będzie nas uczył dróg swoich, abyśmy mogli chodzić jego ścieżkami, gdyż z Syjonu wyjdzie zakon, a słowo Pana z Jeruzalemu. Wtedy rozsądzać będzie narody i rozstrzygać sprawy wielu ludów. I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej. Domu Jakubowy! Nuże! Postępujmy w światłości Pana!

Wzbudzanie nadziei na lepsze czasy. W tej branży wyspecjalizowały się głownie partie polityczne, a i religie mają kilka sprawdzonych sposobów. W przypadku partii liczba składanych obietnic i wspaniałych wizji przyszłości każdorazowo rośnie wraz ze zbliżającymi się wyborami. Nie zaszkodzi tez solidnie postraszyć społeczeństwa różnorakimi katastrofalnymi wizjami, które rychło nastąpią jeśli to nie one będą sprawować władzę. My zaś godzimy się na rodzaj politycznego przedstawienia, wiedząc że kampanijne obietnice i strachy, są głównie elementem gry, a nie rzeczywistością. Rzecz normalna w demokracji.

Pozwoliłem sobie na ten wstęp, ponieważ przeczytany fragment biblijny z Księgi Izajasza może z pozoru przypominać polityczną wizję odrodzenia się narodu i życia w dobrobycie, jeśli tylko zostaną spełnione pewne warunki. Niemnie, trzeba zauważyć, że Izajasz – oprócz tego, że nie był politykiem, przynajmniej w obecnym rozumieniu  – znajdował się w odmiennej sytuacji, niż Ci, którzy zwykle obiecują świetlaną przyszłość.

Prorok zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, która nie pozwalała na odgrywanie przedstawienia. Pisze do rodaków, którzy znajdują się w niewoli babilońskiej. Ma świadomość, że to nie gra, ale realna sytuacja cierpiących ludzi. Mimo to nie waha się składać obietnic trafiających w ich najgłębsze emocje. Ktoś mógłby powiedzieć, że prorok w był albo szalony, albo bardzo pewny tego, co mówi.

– Nadejdzie czas – twierdzi – że zburzona świątynia, znowu stanie na wzgórzu. Ludzie znów będą się w niej modlić i do niej pielgrzymować. Nadejdzie czas, w którym nie będzie wojny, a broń zostanie zamieniona na narzędzia rolnicze.

Ktoś, kto potrafi wzbudzić wiarę, wie, jak podtrzymać nadzieję, jest – zwłaszcza w czasie kryzysu – niezwykle cenny. Pod jednym warunkiem – musi być wiarygodny. Ale i to nie wystarczy, jeśli przesłanie rozminie się z potrzebami ludzi. A oni oczekiwali wyzwolenia, możliwości życia we własnym domu i we własnym kraju. Modlenia się we własnej świątyni. To była wizja szczęścia.

Czy zwróciliśmy uwagę, że my, chrześcijanie, czytając ten starotestamentowy tekst, mimowolnie wkładamy w niego więcej, niż autor miał na myśli? Izajasz pisał o powrocie do ojczyzny, ziemskiej ojczyzny. Nie mógł inaczej, ponieważ idea szczęśliwego życia po śmierci, praktycznie wtedy nie istniała. Dopiero chrześcijaństwo rozwinęło myśl o zmartwychwstaniu, a prorockie zwiastowania zmieniły swój cel. Od starotestamentowego szczęścia na ziemi do chrześcijańskiego życia wiecznego. Z tego powodu na przykład Apostoł Jan w Apokalipsie, choć pisze, jakby wyjmował słowa z ust Izajasza, zamienia obietnicę szczęśliwego życia doczesnego na życie wieczne: – (Bóg) otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły. (Obj 21,4).

Dla pierwszych chrześcijan, zwłaszcza tych którzy doświadczyli prześladowań w Rzymie wizja szczęścia w Bożym Królestwie musiała być ogromnym, a czasem jedynym pocieszeniem. Skutek uboczny – jeśli można tak powiedzieć – z czasem był taki, że zaczęto dewaluować znaczenie doczesnego życia, na rzecz obietnicy szczęścia po śmierci.

Średniowieczny Kościół z wizji przyszłości uczynił instrument, który działa na zasadzie kija i marchewki. Było to jedno z najpotężniejszych narzędzi, za pomocą którego Kościół był w stanie podporządkować sobie wiernych. Mówiąc bardzo ogólnie, została zarysowana potężna, zapierająca dech w piersiach wizja nieba, jako Królestwa niewypowiedzianego szczęścia. To miała być marchewka, choć dostępna tak naprawdę dla wyjątkowo pobożnych i, co ważne, posłusznych ludzi.

Kijem, rzecz jasna, była wizja piekła. Tworzone dzieła sztuki, obrazy niewypowiedzianych mąk piekielnych były tak sugestywne, że nie tylko działały na wyobraźnię ówczesnych ludzi, ale do dziś są wdrukowane w naszą wyobraźnię. Dobrze pamiętamy, jak wielkie rozterki wywoływało to u Marcina Lutra. Lęk przed wiecznym potępieniem w dużym stopniu skierował Lutra do klasztoru, nakłonił do czytania Biblii, co w konsekwencji  doprowadziło do buntu wobec władzy Kościoła.

Na szczęście w końcu Luter znalazł ukojenie w biblijnych obrazach Boga, który chce zbawienia wszystkich ludzi i pragnie, by wszyscy znaleźli drogę do jego Królestwa. To go nie tylko uspokoiło, ale przyniosło poczucie szczęścia tu na ziemi. Wreszcie mógł zrzucić klasztorne brzemię, zacząć cieszyć się rodziną, dziećmi, życiem. Na nowo odkrył, jak ważne jest życie tu i teraz, gdzie człowiek został powołany do życia z innymi i dla innych. Gdzie niemal sakralny wymiar ma dobra praca, bo jest służbą dla Boga i człowieka, a nie przykrym obowiązkiem, niezbędnym do przeżycia.

Szczęście, na ziemi jest wolą Boga, choć to jedynie wstęp do rzeczywistości, która została zgotowana w wieczności – tak można by ująć reformacyjne przewartościowanie religijnych priorytetów. Wciąż jednak wielu ludzi żyło w strachu, negowało wartość ziemskiego życia, po to tylko by zachować nadzieję na szczęśliwą wieczność. I wielu religijnym przywódcom było to na rękę.

Człowiek, który życiem nazywa dopiero to, co czeka go w wieczności, staje się najlepszym i najbardziej posłusznym narzędziem w rękach religijnych przywódców. Widać to było w średniowieczu, gdzie zawsze znalazło się wielu chętnych do walki z niewiernymi i nawracania ich ogniem i mieczem dla wiecznej chwały. To, że przy okazji realizowali czysto polityczne i militarne cele, bywało zacierane religijną retoryką.

Dziś, w znacznie jaskrawszej, skrajnej formie, obserwujemy ten mechanizm u osób, które dokonują samobójczych ataków, bo ktoś im wmówił, że życie na ziemi nie ma wartości, że ważna jest wieczność, do której od razu się dostaną, jeśli tylko wykonają samobójczą misję. W imię Boga, rzecz jasna. I wiecznej chwały.

Mam przekonanie, że w kontekście tego rodzaju manipulacji, trzeba bezwzględnie przyznać rację Dietrichowi Bonhoefferowi, który 80 lat temu powiedział wprost: „Kto opuszcza ziemię, nie znajduje Boga”. Bóg nie jest do odnalezienia w niebie, ale na ziemi. W drugim człowieku. Choć słowa te wydają się radykalne, to jednak nie można nie zauważyć, że także Jezus nie przyszedł jedynie po to, aby mówić jak osiągnąć życie wieczne. – Królestwo Boże już jest wśród was – podkreślał.

Jeszcze w XVIII i XIX wieku tzw. wielkie chrześcijańskie przebudzenia, mogły być inspirowane między innymi lękiem przed wiecznym potępieniem i wskazaniem drogi do jego uniknięcia. Dziś, mówiąc kolokwialnie, mało kogo da się nastraszyć piekłem. I dobrze. Oczekujemy raczej, że wiara w Boga, przyniesie doświadczenie miłości, pokoju, radości. I nadziei. Tej nakierowanej na dobrą przyszłość, ale jednocześnie wskazującej, jak ważna jest teraźniejszość, jeśli zostanie zakotwiczona w źródle życia i miłości.

Szkoda, że ta piękna Ewangelia, bywa przytłaczana, niestety też w kościołach, lękiem przed życiem i innymi ludźmi, manipulacjami, hasłami politycznymi, wzywaniem do walki.  A przecież już Izajasz zapowiadał taki czas, w którym to się skończy. I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej.

Trzeba by powiedzieć, że to utopia, gdyby to było nasze dzieło. Ale Izajasz nie ma wątpliwości, że to dzieło Boga, który umiłował przecież świat. Być może nie wystarcza nam wiary, by sobie taki świat nawet wyobrazić. Warto, jednak do takiego świata dążyć. Bo mamy jedno życie, które tu na ziemi, ma wielka wartość. Na wieczność dla każdego nadejdzie właściwy czas. Dlatego Jezus modlił się:  – Nie proszę, abyś ich wziął ze świata, lecz abyś ich zachował od złego. (J 17,15).

Brak możliwości dodawania komentarzy.