Parafia Ewangelicko-Luterańska we Wrocławiu

Znak Jonasza

Tekst: Mt 12,38-41, ks. Marcin Orawski

 

Wtedy odpo­wie­dzieli mu nie­któ­rzy z uczo­nych w Piśmie fary­ze­uszów, mówiąc: Nauczycielu, chcemy widzieć od cie­bie znak.  A On odpo­wia­da­jąc, rzekł im: Pokolenie złe i cudzo­łożne znaku żąda, ale nie otrzyma innego znaku jak tylko znak Jonasza pro­roka. Albowiem jak Jonasz był w brzu­chu wie­lo­ryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce. Mężowie z Niniwy staną na sądzie wraz z tym poko­le­niem i spo­wo­dują jego potę­pie­nie, gdyż na sku­tek zwia­sto­wa­nia Jonasza upa­mię­tali się, a oto tutaj wię­cej niż Jonasz. 

 

Nie ist­nieje chyba ducho­wość bar­dziej skromna w cuda, obja­wie­nia czy znaki, niż wiara w uję­ciu ewan­ge­lic­kim. Może być nam z tego powodu nie­raz emo­cjo­nal­nie ciężko, ponie­waż potrzeba doświad­cze­nia jakie­goś znaku wydaje się dość powszechna. Gdy więc kato­licy i pra­wo­sławni mają swoje sank­tu­aria, cudowne miej­sca i obrazy, a wiele Kościołów ewan­ge­li­kal­nych nabo­żeń­stwa cudów i uzdro­wień, my raczej kon­se­kwent­nie trzy­mamy się refor­ma­cyj­nej zasady Solum Verbum (łac. jedy­nie słowo).

Czasami możemy spo­tkać się z opi­nią, że ewan­ge­licka ducho­wość jest prze­in­te­lek­tu­ali­zo­wana i bar­dzo mało w niej ele­men­tów mistycz­nych, w tym współ­cze­snych zna­ków i cudów. To prawda. Jeśli mamy Słowo Boże, to mamy wszystko, a ewan­ge­licki misty­cyzm – jeśli można tak powie­dzieć – polega na zaufa­niu, że nasze życie jest w rękach kocha­ją­cego Boga i żadna siła nie może tego zmie­nić.

Mówiąc krótko nasza reli­gijna emo­cjo­nal­ność kon­cen­truje się przede wszyst­kim na poczu­ciu bez­pie­czeń­stwa, pokoju i miło­ści, które odnaj­du­jemy w oso­bo­wej rela­cji z Bogiem. Dlatego nie doma­gamy się zna­ków potwier­dza­ją­cych wiarę albo wręcz ist­nie­nie Boga. Przeciwnie. Raczej wiarę i zaufa­nie sta­ramy się sta­wiać prze­ciw zna­kom, jeśli budzą w nas zwąt­pie­nie.

Kiedy Marcin Luter prze­ży­wał kry­zys wiary, wąt­pił i wyda­wało mu się, że jest oddzie­lony od Boga, a jego życiem rzą­dzi sza­tan, nie wołał do Boga o znak. Robił coś innego. Przekonywał sie­bie, że Bóg prze­cież nie cofa swo­ich obiet­nic i miło­ści. I jeśli jemu – Marcinowi Lutrowi – wydaje się ina­czej, to takie zwąt­pie­nie jest jedy­nie subiek­tyw­nym odczu­ciem i zafał­szo­wa­niem stanu fak­tycz­nego. Dlatego Reformator pocie­szał się sło­wami: „Jestem prze­cież ochrzczony. Bóg jest ze mną”.

My czu­jemy się dzie­dzi­cami tej ducho­wo­ści. Gdy bywa źle nie ruszamy do świę­tego miej­sca, by zna­leźć bli­skość Boga, tylko pró­bu­jemy uświa­do­mić sobie, że prze­cież Bóg wciąż jest bli­sko, on się nie cof­nął, a jeśli my czu­jemy ina­czej, to nas uczu­cia mylą. „Jestem ochrzczony. Bóg mnie kocha”. Bóg mnie nie opusz­cza, bo dał Słowo. Solum Verbum.

Mam prze­ko­na­nie, że dzięki temu dość dobrze rozu­miemy prze­kaz Ewangelisty Mateusza, który opi­sał reak­cję Jezusa na postu­lat wyko­na­nia jakie­goś znaku mają­cego potwier­dzić, że jest tym, za kogo się podaje.

Można pomi­nąć fakt, że Syn Boży nigdy nie poka­zy­wał sztu­czek, by kogo­kol­wiek prze­ko­nać. Doskonale wie­dział, że nawet gdyby dał się namó­wić, to fary­ze­usze z łatwo­ścią mogli podać nie­je­den przy­kład – praw­dziwy albo zmy­ślony – że inni mago­wie, pro­rocy, cudo­twórcy, tez tak potra­fią. Dlatego Jezus mówi: – Nie będzie żad­nego znaku. Z wyjąt­kiem „Znaku Jonasza”.

Powołanie się na dość kon­tro­wer­syj­nego – deli­kat­nie mówiąc –pro­roka Starego Testamentu, może się wyda­wać dość dziwne, ale tu rze­czy­wi­ście cho­dziło o pewien sym­bol.

Mateusz pisze tę histo­rię co naj­mniej czter­dzie­ści lat po ukrzy­żo­wa­niu i zmar­twych­wsta­niu Jezusa Chrystusa. Analogia nasuwa się w spo­sób oczy­wi­sty: jak Jonasz prze­by­wał trzy dni we wnę­trzu ryby, zanim jego zwia­sto­wa­nie odmie­niło miesz­kań­ców sta­ro­żyt­nego mia­sta Niniwy, tak Chrystus trzy dni był pochło­nięty przez otchłań ziemi, by po zmar­twych­wsta­niu odmie­nić obli­cze świata. To pro­sta inter­pre­ta­cja, która raczej nie wymaga głęb­szych wyja­śnień.

Ale są tu też pewne sub­tel­no­ści. Warto dla ich wyja­śnie­nia przy­po­mnieć nie­zwy­kłą postać pro­roka Jonasza. Historia jest dość znana, ale czy zwró­ci­li­śmy uwagę, że Jonasz jest chyba jedy­nym pro­ro­kiem, który nie chciał wyko­nać ani jed­nego pole­ce­nia Boga, a jeśli wyko­ny­wał, to był do tego zmu­szony i to osten­ta­cyj­nie oka­zy­wał swoją nie­chęć.

Ponadto, jak na pro­roka wypo­wia­dał się dość oszczęd­nie. Właściwie, który wygło­sił tylko jedno zda­nie. Jedno na całą księgę. I nie były to wybitne, wyszu­kane i poru­sza­jące słowa. Po pro­stu poszedł nie­chęt­nie do mia­sta, do któ­rego nie chciał iść, do ludzi, któ­rych nie zno­sił i powie­dział: „Jeszcze czter­dzie­ści dni, a Niniwa zosta­nie zbu­rzona” (Jon 3,4). I tylko tyle. Potem udał się na wzgó­rze, usiadł pod krza­kiem jałowca i cze­kał na znisz­cze­nie.

Był tro­chę jak dziecko: krnąbrny, obra­żal­ski, tupał nogą, ucie­kał. Gdy Bóg mu pole­cił: – Idź do Niniwy. On poszedł, ale w prze­ciw­nym kie­runku – do Tarszisz. Wsiadł na sta­tek i nie miał naj­mniej­szej ochoty wyko­ny­wać swo­jej pro­roc­kiej powin­no­ści. Potem znane: ciężka burza, mary­na­rze rzu­cają losy i wycho­dzi na to, że wszystko przez Jonasza, który demon­stra­cyj­nie zostaje wyrzu­cony za burtę. Morze się uspo­kaja, a pro­roka połyka ryba, by po trzech dniach uwol­nić go i posta­wić na dro­dze do Niniwy.

Niniwejczycy nie byli Żydami i, jak wspo­mnia­łem, nie wzbu­dzali cie­płych uczuć u Jonasza, więc osta­tecz­nie pro­rok zaak­cep­to­wał misję, licząc na spek­ta­ku­larne znisz­cze­nie mia­sta, jak stało się to w przy­padku Sodomy i Gomory.

Swoje pro­roc­two gło­sił dość oschle i powścią­gliwe, aby cza­sem ludzie się nie nawró­cili i nie pozba­wili go spek­ta­klu. Nie prze­wi­dział dwóch rze­czy. Po pierw­sze, wieść o trzy­dnio­wym poby­cie we wnętrz­no­ścią ryby dotarła do Niniwy, wiec mimo, że pro­rok sta­rał się być nie­sku­teczny i ogra­ni­czył się do komu­ni­katu: „Jeszcze czter­dzie­ści dni, a Niniwa zosta­nie zbu­rzona”, to ludzie się zaczęli nawra­cać.

Po dru­gie nie doce­nił Bożego miło­sier­dzia, któ­rego sam zresztą cały czas doświad­czał. Bóg obda­rzał pro­roka miło­ścią i cier­pli­wo­ścią, nawet gdy ten zwy­czaj­nie obra­ził się, że nie­lu­biane mia­sto oca­lało, a jakby tego było mało, to krzew jałowca, który dawał przy­jemny cień use­chł i słońce paliło pro­roka w głowę.

Jest w tej nie­zwy­kłej, powie­dzie­li­by­śmy nawet baśnio­wej histo­rii, piękna myśl. Jeśli Bóg nie stra­cił cier­pli­wo­ści do krnąbr­nego pro­roka, to „Znak Jonasza”, oprócz pod­sta­wo­wego wyja­śnie­nia, nie­sie nam egzy­sten­cjal­nie ważne prze­sła­nie: nie ma takiej siły, która by Boga znie­chę­ciła do nas. Jego miłość jest bez­wa­run­kowa i prze­wyż­sza ludzki rozum – jak napi­sze póź­niej apo­stoł Paweł.

Wracając więc do myśli z początku. Jeśli czu­jemy, że jest źle, gdy nawet się wydaje, że Bóg nas opu­ścił, nie odczu­wamy ani nie widzimy jego dzia­ła­nia, to On nadal jest bli­sko. Prawdopodobnie wtedy my się odwra­camy – zamiast do Niniwy, ucie­kamy do Tarsziszu – a wydaje nam się, że to Bóg od nas odstą­pił.

Każdy to nie­raz prze­ży­wał. Jesteśmy ludźmi i zda­rza nam się pobłą­dzić. Może cza­sami czu­jemy, jakby życie nas wyrzu­ciło za burtę i wszy­scy się odwró­cili. Ale bywa nie­raz tak, że to my ucie­kamy od tego, co w głębi serca wiemy, że jest słuszne, co nazy­wamy cza­sem powo­ła­niem, życio­wym celem, drogą. W poczu­ciu samot­no­ści, upadku wiary, braku poczu­cia bez­pie­czeń­stwa, może zro­dzić się pra­gnie­nie, by Bóg jed­nak dał jakiś znak. I nie wyklu­czone, ze taki znak nastąpi.

Ale mówiąc szcze­rze nie potrzeba nam znaku, bo Bóg ani na chwile się od nas nie odwró­cił. To my sta­nę­li­śmy do niego tyłem i wydaje się, ze go nie widzimy. Może więc wystar­czy się odwró­cić, prze­stać ucie­kać, jak Luter powie­dzieć: „Jestem prze­cież ochrzczony. Bóg jest ze mną. Wierzę”.

On za mnie poniósł śmierć, po trzech dniach zmar­twych­wstał. Dał „Znak Jonasza”, dał życie, jest życiem. Czy trzeba cze­goś wię­cej Jeszcze więk­szego cudu, znaku? „Znak Jonasza” roz­strzyga wszystko.

Komentuj

Powiedz nam, co myślisz...
Jeśli chcesz zamieścić swoje zdjęcie, stwórz swój gravatar!